20 lat w Chinach

Wpis

środa, 07 grudnia 2011

Chińskie pierwsze wrażenia - Nanjing

07 10 2011 r. - c.d.

            Kontynuując wczorajszy wpis i spełniając obietnicę, dziś opiszemy nasze pierwsze wrażenia z Chińskiej - nazwijmy to - ulicy czy też codzienności. Nasze wrażenia i opisy, czasami być może subiektywne, to nie widok Chin oczami turysty zorganizowanego, któremu pokazuje się to co ma zobaczyć. Nasze Chiny, to chińska codzienność. Zwykłość, która w założeniu towarzyszyć ma nam przez najbliższe 20 lat.
            Dzisiejszy wpis, to pierwsze, najświeższe wrażenia i obserwacje... So - jak to powiadają Chińczycy - let's go! :)

    1.  Przejścia dla pieszych, a właściwie przejścia przez ulicę.

    Prawie na wszystkich skrzyżowaniach są światła, zarówno dla pieszych jak i dla samochodów. Co z tego, jak pieszy na jezdni nie ma żadnych praw – niezależnie od koloru światła. Samochody, motocykle i skutery co prawda stosują się do świateł i stają gdy jest czerwone, lecz tylko te, które chcą jechać przez skrzyżowanie prosto, te które skręcają, niezależnie w którą stronę, po prostu skręcają, jakby nikogo oprócz nich na jezdni nie było, więc pieszy musi mieć oczy wokół głowy, żeby nie wpaść nagle pod koła rozpędzonego skutera tudzież auta. Dodatkowo wszyscy ‘kołowi’ użytkownicy drogi jako swego rodzaju hobby traktują używanie klaksonu. W pierwszych kontaktach z Chinami przejście przez ulicę jest swego rodzaju sztuką. Sztuką, którą z czasem opanowaliśmy jak prawie rodowici chińczycy ;)

      2.  Skutery, elektroskutery, rowery.

    To drugi ‘szok’ po próbie przekroczenia jezdni na przejściu dla pieszych. Wyżej wymienionych pojazdów jest tu tyle, że czasem wydaje się, że jest ich tu tyle ilu jest samych chińczyków, chociaż po chodnikach – pieszo - chodzi ich drugie tyle ;) Skuterami, pojazdami skuteropodobnymi i rowerami jeździ tu każdy, bez względu na płeć, wiek i pochodzenie społeczne. Pojazdy te są różne, różniste. Dwukołowe, trójkołowe, z przyczepkami i bez, jedno, dwu i trzy osobowe. Pojazdami tymi przyjeżdżają rodzice i dziadkowie po dzieci do szkoły, bankierzy jeżdżą nimi do pracy, a nauczyciele do szkół… Po prostu są wszechobecne i zdecydowanie popularniejsze od samochodów, choć i tych tu nie brakuje.

      3.  Brud i czystość.

    Trzecim spektakularnym chińskim faktem jest brud, ale jest to brud, który jakby za dotknięciem czarodziejskiej różdżki przemienia się w czystość. Można przejść ulicą od początku do końca i będzie ona niesamowicie zabrudzona - kosze na śmieci co prawda są ale używa się tu ich rzadko ;) - a wracając tą samą ulicą po kilkunastu minutach zwrócimy uwagę, że jest ona prawie idealnie czysta. Wszystko to dzieje się za sprawą sprzątaczy ulic, których jest tu niezliczona ilość. Na jednej ulicy ( w zależności od długości) można ich spotkać od kilku do kilkunastu, mają oni podzielone ulice na rewiry i każdy dba o swój żeby był czysty. Dba prawie że na okrągło. Resumując, na ulicach przechodnie brudzą, sprzątacze sprzątają, a brud znika i w sumie każdy jest zadowolony. Ci pierwsi, że nie muszą szukać koszy na śmieci, tylko śmiecą gdzie popadnie, a ci drudzy, że mają pracę… I tak to się kręci.

    Inną sprawą jest brud w ulicznych ‘barach’ i innych tego typu przybytkach. Wiele razy wymienialiśmy między sobą uwagi, że polski Sanepid na jednej tylko ulicy miałby roboty na rok ;) Wiele razy także jedliśmy w knajpkach tego typu, albowiem wychodzimy z założenia, że jeśli Chińczycy w nich jedzą i żyją, to my możemy także podjąć to ryzyko :) Żyjemy ;)

      4.  Zapach, a raczej smród ;)

     Przechadzając się ulicami Nanjing trafialiśmy na miejsca bardzo intensywne ‘zapachowo’, bez trudu można nosem zidentyfikować miejską toaletę, zepsute jedzenie czy też specyficzne jedzeniowe zapachy, które dla nas, no niestety, śmierdziały. Po drodze natykaliśmy się też na różne inne zapachy, których nie byliśmy w stanie rozpoznać, a które nie należały do przyjemnych. Gdy mijaliśmy takie smrodliwe miejsca nasz spacer zdecydowanie przybierał tempa. Nie myślcie jednak, że śmierdzi wszędzie. Nie, nie, więcej jest miejsc bezzapachowych niż śmierdzących, lecz to właśnie ‘zapachy’ przyciągają ludzką uwagę, dlatego o nich wspominam :)

      Tak mniej więcej wyglądają nasze pierwsze - dziś już wspomnieniowe - wrażenia z chińskiej ulicy. Jak wspomnieliśmy na wstępie, nie są one zapewne zupełnie obiektywne ale są nasze :)

    Ciąg dalszy dzisiejszego wpisu, to zakończenie naszego pierwszego piątku w Chinach.

    Zapraszamy do lektury :)

     Spacerując tak ulicami Nanjing poczuliśmy głód, było już dobrze po 18. Postanowiliśmy więc, że zjemy coś w jednym z ulicznych barów czyli, że od razu rzucamy się na głęboką wodę :) To co zobaczyliśmy zerkając przez szyby do ulicznych jadłodajni nie wzmagało w nas jednak apetytu, wręcz przeciwnie… Jakoś dla Polaków smażone kacze łby (same łby wraz z dziobami), kacze serca czy i koniki polne na patykach, półsurowe wątróbki drobiowe i inne tego typu przysmaki, nie wyglądały apetycznie… Zniechęceni ale i głodni dochodziliśmy powoli do hotelu. Zaglądaliśmy jeszcze od czasu do czasu do różnych jadłodajni, niestety nic nas nie pociągało, a na dodatek, tam gdzie moglibyśmy coś zjeść, to każda potrawa opisana była chińskimi znaczkami, a obsługa potrafiła się porozumiewać też tylko w tym nie znanym dla nas języku :) BTW - Lizzy odwożąc nas do hotelu powiedziała nam, że Nanjing jest pod względem porozumiewania się w języku angielskim bardzo rozwinięte i bez większego trudu da się tu porozumieć, co innego w Xuzhou, tam angielski jest na mizernym poziomie… Cóż, jeśli bardzo rozwinięta znajomość języka angielskiego tak się przedstawia jak w Nanjing, to Xuzhou naprawdę się boimy ;) Wracając do jedzenia, to gdy już prawie całkiem zrezygnowani zajrzeliśmy do ostatniej knajpki przed hotelem i już mieliśmy się z niej wycofać, nagle usłyszeliśmy zachęcające wołanie (po chińsku), zapraszające nas do wejścia. Mówimy sobie z Julią - raz kozie śmierć - siadamy. Knajpka, jak prawie każda uliczna, nie pierwszej czystości, ale przyzwoita. Pani, coś rodzaju kelnerki, podała nam menu, otwieramy - same chińskie krzaczki, hmm… Julia dostała niekontrolowanego napadu śmiechu, który momentami udzielał się także i mnie. Zostałem więc z kelnerką na placu boju sam. Znając, z przeglądania internetu w Polsce, mniej więcej chińskie realia cenowe, próbowałem się orientować w menu po cenach, jednocześnie sygnalizując pani językiem ciała, że chcemy jeść, wybrałem - wspólnie z kelnerką - potrawę z górnej półki cenowej razem z na migi wybranym ryżem. I z niepokojem ale i ze śmiechem – który Julii nadal nie opuszczał – oczekiwaliśmy na nasz pierwszy prawie samodzielnie zamówiony posiłek.

    Najpierw podano nam czajnik z gorącą wodą, hmm… do tego były małe chińskie czarki, więc domyśliliśmy się, że to do picia. Ale sama woda? Cóż, widocznie przysłowia ‘Co kraj to obyczaj’, zaczynamy doświadczać na własnej skórze ;) Po kilkunastu minutach podano potrawę główną – rybę w warzywach, orzechach i jakimś sosie. Badając potrawę oczami stwierdziliśmy, że jak na pierwszy raz, to nieźle nam się udało ;) Żeby jednak nie było łatwo, ryba była w całości, znaczy dwie połówki dość dużej ryby, ale połówki w całości, a jako sztućce tylko pałeczki. Zgodnie stwierdziliśmy, że jeśli mamy w Chinach żyć, to najwyższy czas zacząć się uczyć posługiwać pałeczkami i się nie poddawać. Zabraliśmy się więc nieudolnie za rozszarpywanie ryby pałeczkami :) Pomagając sobie palcami, jakoś udało nam się uszczknąć po kawałku ryby i przenieść je na talerzyki. Ryżu jeszcze nie było, zaczęliśmy więc konsumpcję samej ryby. Pierwszy kęs i szok! Potrawa ostra jak sam diabeł ;) Zrozumieliśmy po co woda :) Jednak zbadanie potrawy językiem zweryfikowało nasze rozpoznanie jej oczami na niekorzyść tych drugich. Głód jednak zwyciężył i sposobem kęs – woda – kęs – woda, powoli jedliśmy. Wreszcie pojawił się ryż. Po połączeniu w ustach ostrej potrawy i neutralnego ryżu, z jedzeniem nie było już tak źle i ku naszemu zaskoczeniu – smakowało nam nawet :) Jedliśmy długo ale nie dlatego, że było tego dużo i było dobre, a dlatego, że pałeczkami. Uwierzcie, jedzenie ryżu pałeczkami wcale nie jest proste, ale można się nauczyć i po pewnym czasie je się bardzo sprawnie :)

    Po zjedzeniu, zapłaciliśmy za posiłek i udaliśmy się do hotelu. Hotel, wg lokalnego standardu miał 3 gwiazdki, lecz nie wiem czy w Polsce załapałby się chociaż na jedną. Pierwszego dnia w Chinach było nam to jednak zupełnie obojętne. Po wzięciu szybkiego prysznica padliśmy na łóżko i najedzeni zasnęliśmy w 5 minut.

   

    Dziś właśnie upłynęły nam pierwsze dwa miesiące w Chinach, do wypełnienia planu pozostało jeszcze tylko 19 lat i 10 miesięcy :)

    Poniżej kilka migawek z Nakingskiej ulicy, później niestety skończyła się bateria w aparacie... :(

 

 

 

 


Jeśli macie jakieś pytania dotyczące wpisu, zadawajcie je w komentarzach, na wszystkie postaramy się odpowiedzieć.
Julia i Patryk

Szczegóły wpisu

Tagi:
Kategoria:
Autor(ka):
20_lat_w_chinach
Czas publikacji:
środa, 07 grudnia 2011 16:39

Polecane wpisy

Trackback

Komentarze

Dodaj komentarz

  • nicka1 napisał(a) komentarz datowany na 2011/12/25 17:23:29:

    pierwszy raz pojechaliście do Chin? wiedzieliście w co sie pakujecie ? :)

  • 20_lat_w_chinach napisał(a) komentarz datowany na 2011/12/26 17:37:40:

    Tak, to jest nasz pierwszy raz w Chinach ;) Nigdy wcześniej nie ruszaliśmy się z Polski tak daleko, a jeśli już, to na pewno nie na stałe. Nie wiedzieliśmy, w co się pakujemy, ale do odważnych świat należy. Jedno możemy przyznać, że rzeczywistość chińska nas nie rozczarowała. Pozdrawiamy z Xuzhou!

  • Gość lille abe napisał(a) z *.broad.cd.sc.dynamic.163data.com.cn komentarz datowany na 2012/02/22 14:24:33:

    hey!

    herbata, gorąca woda albo słaby herbaciany wywar, to tradycyjny "poczęstunek"/rutyna jaka ma miejsce w restauracjach(od tych najtańszych po te naprawdę "fancy") i nie ma to jakiegokolwiek związku ze stopniem ostrości potraw:)

    pozdrowienie z Chengdu, gdzie mi już 6 rok w kraju środka upływa:)

  • Gość Magda napisał(a) z *.icpnet.pl komentarz datowany na 2012/02/29 17:56:26:

    Hej a jak jest z zakupami w Shanghaju?
    czy naprawde mozna sie za grosze obkupic w markowe ubrania??

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny



free counters
Free counters






stat4u