20 lat w Chinach

Wpis

poniedziałek, 26 grudnia 2011

Święta Bożego Narodzenia i Pasterka po chińsku.

Kontynuując wpisy związane ze świętami, dziś opowiemy Wam pokrótce jak w ‘naszych’ Chinach wygląda Boże Narodzenie…

       Przechadzając się ulicami Xuzhou już kilkanaście dni przed świętami można było zauważyć w sklepach i ich witrynach bożonarodzeniowe dekoracje. Nie ma to tu takiego rozmiaru i rozmachu jak w Polsce, ale jednak daje się to dostrzec. Chińczycy oficjalnie nie mają w swoim kalendarzu Bożego Narodzenia oznaczonego jako święto, stąd też i nie ma wolnego od pracy w te dni. Gdyby nie to, że tegoroczne święta obejmowały część weekendu, to i my musielibyśmy pracować (zresztą dziś byliśmy już w pracy).

            Na długo przed Bożym Narodzeniem odnaleźliśmy w Xuzhou kościół katolicki. Kościół obrządku rzymsko-katolickiego jest tu tylko jeden, jest on jednocześnie katedrą dla diecezji Xuzhou i ma swojego biskupa. Codziennie odprawiane są dwie msze w godzinach porannych, a społeczność katolików w diecezji liczy około 50 tysięcy.

       W wigilię przed południem udaliśmy się do katedry, aby zorientować się czy będzie odprawiana Pasterka. Jako, że specjalnie nie było się z kim dogadać, postanowiliśmy zajrzeć do budynku parafialnego znajdującego się obok kościoła. Tam, trochę na migi, dowiedzieliśmy się, że Pasterka będzie o godz. 22. Poinformowano nas również, że jeśli chcemy się spotkać z księdzem, to mamy przyjść po godzinie 16, bo aktualnie ksiądz śpi. Pomyśleliśmy sobie, że zajrzymy po tej 16, bo może uda nam się kupić czy też dostać opłatek. W tym samym czasie przed katedrą znajdowały się trzy stoiska z darmowymi posiłkami dla ubogich. Około godziny 17 zaszliśmy na plebanię ponownie. Starszy Chińczyk tam urzędujący kazał nam usiąść i pokazał, że ksiądz za chwilę do nas przyjdzie, bo właśnie myje nogi ;) (serio!). Po jakichś 10 minutach, ów Chińczyk z jeszcze jedną osobą, wprowadzili księdza… Szczęki nam opadły, bo księdzem, który nas przyjął, okazał się biskup diecezji Xuzhou, który liczy sobie 100 lat! Zaskoczeni byliśmy naprawdę co niemiara, bo niecodziennie zdarza się osobiście spotkać biskupa. Przywitaliśmy się z nim, zrobiliśmy kilka zdjęć i tyle, bo rozmawiać niestety ze staruszkiem się już nie da. Nie kupiliśmy więc i opłatka, lecz i tak byśmy go nie kupili, bo jak się później dowiedzieliśmy od innego księdza (tym razem już ‘tylko’ księdza :) ) nie ma tu takiego zwyczaju. Pożegnaliśmy się z księdzem biskupem i udaliśmy się do domu na naszą kolację wigilijną.

        Krótko po 21 udaliśmy się znów do katedry, by zająć sobie jakieś dogodne miejsce na czas Pasterki. Przed katedrą jarmark podobny do naszych odpustowych. Wiele stoisk z zabawkami, jedzeniem i innymi dobrami doczesnymi :) Wręczono nam mnóstwo różnego rodzaju ulotek, dostaliśmy czapki św. Mikołaja, a także zaproszono nas do stołu, gdzie na specjalnych karteczkach zapisuje się życzenia świąteczne dla siebie, karteczki te potem wrzuca się do urny, a co się dalej z nimi dzieje, nie wiemy ;) W każdym razie, życzenia na święta i Nowy Rok dla siebie zapisaliśmy na karteczce. Dla bezpieczeństwa - po polsku :) Chyba również dla bezpieczeństwa na placu przed kościołem, jak i w samym kościele, było mnóstwo policji.

        Gdy przedarliśmy się przez ten cały folklor i dotarliśmy do wnętrza katedry, to okazało się, że jest już pełna ludzi. Przecisnęliśmy się więc blisko ołtarza, ustaliśmy grzecznie pod filarem i czekamy na mszę. Nie dane nam jednak było stać, bo obok nas przechodził nasz znajomy chiński seminarzysta, który swego czasu opowiadał nam trochę o tym kościele. Gdy nas zobaczył, za punkt honoru obrał sobie znalezienie nam miejsc siedzących, a jako że z takimi było ciężko, poszedł na plebanię i przyniósł dla nas dwa krzesła :) Ustawił je obok stajenki, blisko ołtarza mówiąc, że tu będziemy mieli dobry widok na wszystko.

       Krótko po godz. 22 rozległy się w kościele głośne dźwięki, walenie w bębny, talerze perkusyjne, itp. Byliśmy trochę zaskoczeni, ale czekaliśmy co się wydarzy. Okazało się, że w asyście tych donośnych dźwięków i procesji, wniesiono do kościoła Dzieciątko Jezus, które uroczyście ulokowano na swoim miejscu w stajence. Parada muzyków rozpłynęła się w tłumie, a ksiądz i ministranci zniknęli w zakrystii. Po kilku minutach wyszli i rozpoczęła się msza. Jak później stwierdziliśmy, w 80% była ona podobna do naszej polskiej Pasterki. Byliśmy w stanie nawet rozpoznać niektóre modlitwy i kolędy. Co do różnic, to gdy ksiądz udzielał komunii świętej, zauważyliśmy, że ci z wiernych, którzy składali dłonie jak do modlitwy, otrzymywali komunię. Natomiast ci, którzy podchodzili do księdza z rękoma skrzyżowanymi na piersiach otrzymywali od niego tylko błogosławieństwo. Następną różnicą było to, że przy wejściu do budynku kościoła przywitała nas melodia Jingle Bells. Inne różnice: ministranci przez całą mszę byli w czapkach św. Mikołaja; kobiety czytające słowa Ewangelii były ubrane w alby; w momentach, w których trzeba było klękać gro wiernych wyciągało sobie z siatek poduszki; nie zbierano datków na tacę, a na pieniądze była specjalna skarbona ustawiona obok stajenki; część dzieci ubrana była jak na karnawałową zabawę, tzn. w ciekawych, kolorowych maskach, a jedno dziecko nawet wjechało na hulajnodze. Ani do świąt, ani do mszy nie podchodzi się tu z taką atencją jak w Polsce. Cała msza trwała około dwóch godzin. Po udzieleniu błogosławieństwa, pożegnaliśmy się z naszym znajomym i umówiliśmy się z nim na wizytę w poniedziałek.

          W drodze powrotnej do domu zauważyliśmy na niebie mnóstwo latających, czerwonych, świecących lampionów. Jak się dowiedzieliśmy, były to specjalne lampiony, którymi ludzie wysyłali swoje życzenia do nieba.

        Pierwszy dzień świąt upłynął nam leniwie ;)

        Dziś, przed pracą, udaliśmy się na plebanię na umówione spotkanie. Porozmawialiśmy z seminarzystą, opowiedzieliśmy mu o polskich zwyczajach i o Kościele w Polsce i tak w miłej atmosferze upłynęła nam godzinka. Na zakończenie dostaliśmy od niego dwujęzyczną, chińsko-angielską Biblię oraz dwa ozdobnie opakowane jabłka.

       Następnie udaliśmy się do pracy, a po powrocie piszemy dla Was te słowa ;)

       Tak właśnie wygląda Boże Narodzenie w Xuzhou. I nasze.



Wprowadzenie do kościoła Dzieciątka Jezus.


Aniołek z procesji ;)


Stajenka wewnątrz katedry, już z Dzieciątkiem Jezus.


Kobieta w albie czytająca Ewangelię.


Ksiądz podczas kazania.


Dziecko w masce :)


Msza.


Komunia Święta.


Błogosławieństwo.


Lampiony z życzeniami nad Xuzhou.


Lampiony nad Xuzhou.

 


Nasza tegoroczna choinka, kartki od dzieci i jabłka od naszego znajomego :)


Jeśli macie jakieś pytania dotyczące wpisu, zadawajcie je w komentarzach, na wszystkie postaramy się odpowiedzieć.
Julia i Patryk

Szczegóły wpisu

Tagi:
Kategoria:
Autor(ka):
20_lat_w_chinach
Czas publikacji:
poniedziałek, 26 grudnia 2011 17:03

Polecane wpisy

Trackback

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny



free counters
Free counters






stat4u