20 lat w Chinach

Wpis

czwartek, 19 stycznia 2012

Mosty Huang He.

Do naszej ‘małej’ szkoły na zajęcia popołudniowe chodzimy zawsze jedną, najkrótszą trasą, ma ona około kilometra i prowadzi nas przez rzekę. Między sobą nazywamy rzekę Huang He z tego powodu, że nawet ulice położone po jej obu stronach mają w nazwie Huang He, chociaż sama rzeka to Fei Huang, czyli jedna z odnóg Rzeki Żółtej, która dziś płynie jej dawną niecką.
        Fei Huang to niewielka jak na chińskie realia rzeka. W Xuzhou ma szerokość mniej więcej jak Odra i bardzo gęsto poprzecinana jest mostami. Zainteresowały nas te mosty, bo każdy jest inny, więc pewnej soboty postanowiliśmy przejść się wzdłuż rzeki by móc na własne oczy zobaczyć tyle mostów ile damy radę :)…

       W porównaniu do miasta nasza trasa była krótka, jak widać na poniższym planie.

Xuzhou z oznaczoną naszą trasą spacerową.


W zbliżeniu trasa wygląda już lepiej :)

Trasa w zbliżeniu.

 

Cały jej dystans wyniósł 10,7 km i pokonaliśmy ją nie bez trudu ;)

     Nasz spacer zaczęliśmy od ulicy Huai Hai, jednej z głównych ulic Xuzhou,

 

Fragment ulicy Huai Hai.

 

następnie ulicami Xi’an i Su Di doszliśmy do mostu nr 1.

Most nr 1 (ulica Su Di).

 

       Z tego mostu mieliśmy także widok na inny, całkowicie zadaszony most dla pieszych, po którym my niestety nie przeszliśmy.

Zadaszony most.

 

      Most nr 2 to przeprawa przez rzekę łącząca południową i północną część ulicy Xi’an.

Most nr 2 (ulica Xi'an).

 

Most nr 2.

 

      Po obu stronach rzeki jest promenada, która jest bardzo popularna wśród mieszkańców miasta, niezależnie od poru roku. Można tu spotkać wędkarzy, spacerowiczów, a także graczy w Mahjonga i inne popularne wśród chińczyków gry.

Gracze w Mahjonga i wędkarze nad Huang He.

 

      Most nr 3 jest częścią ulicy Zhong Shan.

Most nr 3. (ulica Zhong Shan)

 

     Następny most to przeprawa będąca częścią ulicy Jie Fang. Po tym właśnie moście przechodzimy przez rzekę w drodze do naszej ‘małej’ szkoły. Most ten w dzień prezentuje się niezbyt pięknie, za to wieczorem i nocą wygląda całkiem ładnie :)

Most nr 4 podczas spaceru (ulica Jie Fang).

 

Most nr 4 wieczorem.

 

      Byliśmy mniej więcej na półmetku naszego spaceru, a żołądki domagały się już swego, więc postanowiliśmy zjeść co nieco w przydrożnej jadłodajni. Warunki sanitarne, jak w każdym przybytku tego typu, znacznie poniżej europejskich, lecz zdążyliśmy już do tego przywyknąć, bo zresztą innego wyboru nie ma i każda tego typu knajpka wygląda podobnie. Zdjęcie poniżej pokazuje stan podłogi w jadłodajni, w której się posilaliśmy.

Jadłodajnia.

 

      Z nowym zapasem sił ruszyliśmy ku kolejnemu mostowi, nr 5, który jest fragmentem ulicy Da Ma.

Most nr 5 (ulica Da Ma).

 

       Po kilkuset metrach docieramy do ulicy od której zaczęliśmy nasz spacer czyli Huai Hai. Jej fragmentem też jest most, to już nasz nr 6 :)

Most nr 6 (ulica Huai Hai).

 

      Most nr 7 to także niezbyt okazale przedstawiająca się za dnia konstrukcja, za to nocą, wygląda zupełnie nieźle.

Most nr 7 (ulica Qing Nian).

 

Most nr 7 nocą.

 

       Słonko już zbierało się by zachodzić, gdy doszliśmy do ulicy Jian Guo. Jej fragmentem jest przeprawa nr 8 przez rzekę Huang He. 

Most nr 8 (ulica Jian Guo).

 

      Ostatnim, dziewiątym  mostem z naszego spaceru był ten, który jest częścią ulicy He Ping. Jest on bodajże najdłuższym z tych, które wtedy odwiedziliśmy.

Most nr 9 (ulica He Ping).

 

      Jeszcze tylko ostatni rzut oka z mostu na Żółtą Rzekę w stronę, z której przyszliśmy i zmęczeni udajemy się do domu ;)

Widok z mostu nr 9.

 

      W ten oto sposób 'zaliczyliśmy' 9 mostów i 10 widzieliśmy z daleka :) Gdy dotarliśmy do domu to pomimo, że ‘w nogach’ mieliśmy ponad 10 km, stwierdziliśmy, że jesteśmy ze spaceru zadowoleni. Pozwolił on nam poznać lepiej miasto i chińską codzienność, a przy okazji spacerując nabrzeżami rzeki mogliśmy podziwiać piękne widoki pośrodku ponad milionowego miasta. Same nabrzeża są w całości zagospodarowane, obsadzone drzewami i roślinami, a promenady po obu stronach zadbane, czyste, z ławkami dla spacerowiczów. Na rzece tej odbywa się także coroczny Dragon Boat Festival, są tu więc też miejsca przystosowane do tego, żeby szersza publiczność mogła te zawody podziwiać.
     Gdy ktoś z Was będzie w Xuzhou i będzie miał nadmiar wolnego czasu, polecamy naszą dziś opisaną spacerową trasę. Warto!

 



Jeśli macie jakieś pytania dotyczące wpisu, zadawajcie je w komentarzach, na wszystkie postaramy się odpowiedzieć.
Julia i Patryk

Szczegóły wpisu

Tagi:
Kategoria:
Autor(ka):
20_lat_w_chinach
Czas publikacji:
czwartek, 19 stycznia 2012 17:18

Polecane wpisy

Trackback

Komentarze

Dodaj komentarz

  • znow_ruda_gl napisał(a) komentarz datowany na 2012/03/14 19:24:07:

    Witam serdecznie,
    zwracam się do Państwa z ogromną prośbą.
    Nazywam się Agnieszka Filipkowska, jestem z Gliwic i choruję na rdzeniowy zanik mięśni typu 2. Choroba uszkadzająca komórki rdzenia kręgowego i pnia mózgu. Wśród chorób genetycznie uwarunkowanych jest to najczęstsza przyczyna śmierci dzieci. Według rokowań dzieci z tym typem żyją zaledwie kilka, kilkanaście lat. Obecnie mam 32 lata, z czego około 25 lat żyję na kredyt. Dzięki rehabilitacji 5 dni w tygodniu,
    sama oddycham, jem i piszę. Skończyłam filologię germańską, a obecnie jestem doktorantką na Uniwersytecie Śląskim. Czy skończę swój doktorat, nie wiem. Mam i tak bardzo wiele wspaniałych rodziców, którzy zadłużając się do końca swoich dni zapewnili mi dom, w którym mogę jako tako funkcjonować choć i tak z pomocą osób trzecich. Niestety moja choroba jednak postępuje ostatnimi laty szybko i uniemożliwia mi tym samym aktywne życie. Od wiosny mam na tyle słabe ręce, ze potrafię napisać góra 10 linijek tekstu w Wordzie. Coraz ciężej samodzielnie mi siedzieć czy oddychać. W związku z tym nie wiem, czy mój stan fizyczny pozwoli mi na osiągnięcie moich celów życiowych zrobienie doktoratu, dalszej pracy zawodowej, założenie
    rodziny. Jedyną szansą na spowolnienie mojej choroby jest terapia komórkami macierzystymi prowadzona w Chinach www.beikebiotech.com. Jej miesięczny koszt to około 30 tyś USD. O tej możliwości walki z chorobą dowiedziałam się rok temu i zaczęłam działać, by zebrać tak ogromną dla mnie sumę. Niestety mnie ani mych rodziców, po ponad 30 latach walki z chorobą, nie stać na poniesienie takich kosztów. Muszę jednak tę sumę uzbierać jak najszybciej, gdyż nie wiem czy uda mi się
    kolejną zimę uciec przed respiratorem. W przypadku zaistnienia tak sporych problemów z oddychaniem niestety zostanę wykluczona z brania udziału w tej terapii.
    W związku z tym w maju ubiegłego roku zapoczątkowałam akcję zbierania plastikowych nakrętek i sponsorów. Jej przebieg jest opisany na www.pomozagnieszce.site40.net lub na moim blogu www.agafilka.blox.pl
    Udało mi się zebrać kwotę potrzebną na leczenie i jestem w trakcie finalizowania mojego wyjazdu. 27.04 lecę do Guangzhou (Kanton) na leczenie komórkami macierzystymi. Ląduję jednak w Hong Kongu 28.04 ok godziny 10.55. Stamtąd ma mnie odebrać kierowca z kliniki i zawieźć autem do Guangzhou (Kanton).
    Samolot powrotny z Hong Kongu mam 02.06 o godzinie 13.00 Szukam w Hong Kongu, jego pobliżu lub najlepiej w samym Guangzhou (Kanton) ludzi chętnych mi tam chociaż do minimalnej pomocy w sprawach językowych mówiących najlepiej po polsku lub chociaż po niemiecku, ewentualnie w najgorszym wypadku po angielsku.
    Może znacie Państwo tam kogoś takiego? Do konsulatu tam oczywiście tez planuję się
    zwrócić.
    Poza tym już szukam namiarów na taxi w Kanton, które jest kombi lub vanem. Byłoby to dla mnie jedynym wyjściem. No chyba, ze w Kanton jest przystosowane metro, ale nie potrafię tej informacji sprawdzić tu w Polsce.
    Z góry też dziękuję za pomoc

    Agnieszka Filipkowska

    www.pomozagnieszce.site40.net

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny



free counters
Free counters






stat4u