20 lat w Chinach

Wpis

poniedziałek, 02 stycznia 2012

Szkolnictwo cz. 2

‘Biały’ nauczyciel w chińskiej szkole w ‘małym’ mieście jest czymś niezwykłym. Od pierwszego dnia w pracy budzimy ogromne zainteresowanie, chociaż dzieci miały już wcześniej kontakt z nauczycielami z zagranicy...

      Codziennie rano przedzierając się przez tłumy na boisku, na korytarzu, musimy odpowiedzieć na setki „Hello” i „Hi”, „How are you?” i „What’s your name?” (to ostatnie nawet po 3 miesiącach wciąż się pojawia ;) ). A propos imienia, uczniowie do nas zazwyczaj zwracają się per ‘teacher”, ale są i tacy, którzy nazywają nas po prostu po imieniu. Osobiście nam to nie przeszkadza, a dzieciaki mają z tego wielką frajdę ;)
      Pierwszego dnia przydzielono nam miejsce, gdzie możemy przebywać w trakcie przerwy. Malutki pokoik obok większego pokoju nauczycielskiego. Z czasem okazało się, że w zasadzie jest to składzik na książki, flashcardy, testy, tudzież parasolki gdy pada deszcz ;)
      Jest tam butla z wodą, z której nauczyliśmy się korzystać dość szybko (gardło w Chinach jakoś szybciej wysycha niż w Polsce; przez pierwsze kilka tygodni kasłaliśmy oboje, ale od kiedy regularnie korzystamy z butelkowanej wody, mamy się zupełnie dobrze;) ). Takie butle znajdują się w każdej sali lekcyjnej, w każdym biurze w szkole. Można się napić zimnej wody lub skorzystać z gorącej do zalania herbaty, owoców, czy czego kto sobie życzy. Wodę piją i nauczyciele i dzieci. Codziennie rano do szkoły przyjeżdża pojazd z pełnymi butlami i wymienia je w tych pomieszczeniach, gdzie zabrakło już wody. Nam osobiście woda przydaje się nie tylko w trakcie lekcji, ale również i podczas obiadu. Jedzenie w szkolnej stołówce jest dobre, ale nieraz piekielnie ostre. Mimo że jesteśmy tu już ponad 3 miesiące, nie wszystkie potrawy jesteśmy w stanie przełknąć bez odpowiedniej dawki uśmierzającej ból języka wody ;)
      Początek każdej lekcji obwieszczany jest melodią płynącą z głośników. W zależności od tego, czy oprócz nas w sali znajduje się nasza TA (teacher’s assistant, czyli wychowawczyni, nauczycielka, która ma akurat tzw. okienko, czy jakikolwiek inny nauczyciel przydzielony nam do pomocy) czy jesteśmy sami, dzieci szybciej lub wolniej siadają w ławkach, kładą na nich przedramiona i czekają, aż rozpocznie się lekcja. Przez kolejne 40 minut trzeba ich prowokować do mówienia, chóralnie lub indywidualnie, do pracy w parach, do śpiewania piosenek, powtarzania nowych słów, zwrotów, zdań, do różnego rodzaju gier, w których mają się wykazać szybkością i dokładnością wypowiadania angielskich słów. W każdej klasie jest grupa bardzo zdolnych uczniów, którzy zawsze są chętni do odpowiedzi. Są też i tacy, którzy najchętniej przesiedzieliby całą lekcję nie niepokojeni przez nikogo. Ale pytać trzeba wszystkich, więc nikomu się nie upiecze ;)
      Niewielu jest uczniów, którzy nie mają problemu z wymową. Tego jest ich najtrudniej nauczyć. Chiński nauczyciel angielskiego jest im w stanie wyłożyć gramatykę, nauczyć pisać, słuchać, ale sam ma najczęściej niedoskonałą wymowę. Stąd też jest zapotrzebowanie na nauczycieli z zagranicy, bo ci mogą nauczyć dzieci poprawnie się wysławiać. Ale nawet nauczyciel z kraju anglojęzycznego ma tu z tym problem. Na przykład chcemy dzieci nauczyć nazwy nowego koloru, ‘red’. Kiedy my go wymawiamy, słyszymy ‘red’. A co słyszy Chińczyk? Red-a. Tak samo jest z innymi kolorami. Dla nas jest green, pink. Dla nich green-a, pink-a. Nie jesteśmy ich w stanie tego oduczyć. Oni po prostu słyszą więcej, niż nam się wydaje, że mówimy ;) Może to kwestia ich fizjonomii, może ich ojczystego języka (który jest językiem tonicznym). Jedno jest pewne: wśród Chińczyków jest największy odsetek osób ze słuchem absolutnym. Oni wiedzą, co słyszą ;)
    Wracając do tematu TA, musimy przyznać, że ich obecność na lekcji bywa bardzo przydatna. Nauczyciel z zagranicy nie ma takiego posłuchu wśród dzieci, jak jego chiński kolega, dlatego ciężko jest zapanować samemu nad klasą liczącą nieraz 50 osób. Im wystarczy popatrzeć na uczniów i ci od razu uspokajają się. Zdarza się jednak, że nasza TA ‘musi’ wyjść (bywa nawet, że wcale nie pojawia się na lekcji). Wtedy następuje nagłe rozluźnienie wśród dzieci. Zaczynają się coraz głośniejsze rozmowy, słychać śmiech. Prowadzenie lekcji staje się trudne, a wręcz niemożliwe. Jednak z chwilą, gdy TA wraca do sali, reakcja dzieci jest natychmiastowa. Następuje absolutna cisza.
    Nie mieliśmy nigdy okazji zobaczyć dziennika lekcyjnego (w zasadzie nie zauważyliśmy, aby którakolwiek nauczycielka takowy ze sobą na lekcję przyniosła), ale w każdej sali, obok drzwi, wisi sporej wielkości tablica z listą nazwisk dzieci, które uczą się w danej klasie. Z tygodnia na tydzień, przy każdym nazwisku przybywa gwiazdek, mniejszych lub większych. Zdaje się, że przyznawane są one dzieciom za postępy w nauce, za dobre zachowanie, itp. Niektórzy uczniowie mają przyczepione do rękawów kartki z chińskimi cyframi ‘一’ (1), ‘二’ (2) lub ‘三’ (3). Najprawdopodobniej chodzi o wyróżnienie najlepszych uczniów w klasie. Są też wystawiane oceny za prace pisemne w zeszytach, ćwiczeniach, książkach. Nam nie wolno wystawiać ocen. U nas na lekcjach dzieci w zasadzie nie piszą w zeszytach (czasami każemy im zapisać jakieś nowe słowo w podręczniku).
    Chińscy nauczyciele przeprowadzają mnóstwo testów. Sprawdzane są wiadomości uczniów z każdego rozdziału, działu w książce, czasami dwukrotnie. Nasz pokoik nauczycielski zarzucony jest nieraz kolorowymi gazetkami-testami, których używają nasze koleżanki od języka angielskiego. Gazetki te wydawane są przez Chińskie Ministerstwo Oświaty i korzystanie z nich jest obowiązkowe. Na koniec semestru przeprowadzane są też sprawdziany podsumowujące wiadomości z półrocza. Styczeń jest miesiącem, kiedy kończy się pierwszy semestr, więc od połowy grudnia uczniowie powtarzają cały materiał przygotowując się do testu półrocznego.


Język angielski w klasie 3.

 

Budka strażnika przed wejściem do szkoły.

 

Korytarz zewnętrzny na 3 piętrze.

 

Boisko szkolne.

 

Przed lekcją języka angielskiego w klasie 1.

 

Klasa 1.

 

Szkolna aula.

 

Lista z nazwiskami i gwiazdkami.

 


 

Jeśli macie jakieś pytania dotyczące wpisu, zadawajcie je w komentarzach, na wszystkie postaramy się odpowiedzieć.
Julia i Patryk

Szczegóły wpisu

Tagi:
Kategoria:
Autor(ka):
20_lat_w_chinach
Czas publikacji:
poniedziałek, 02 stycznia 2012 09:54

Polecane wpisy

Trackback

Komentarze

Dodaj komentarz

  • Gość Heimao napisał(a) z *.internetia.net.pl komentarz datowany na 2012/01/04 22:18:15:

    Czyli dzieciaki wszędzie są takie same....kiedy sa pewne tego iz długonosy ich nie skojarzy - nazwiska z osobą to korzystają. Czy prowadzicie również zajęcia w mniejszych grupach niż 50 osób? w jaki sposób przygotowujecie się do lekcji z taką ilością uczniów? głównie interesują mnie "activity"czy głównie odbywa się to "metodą paznokciową na papugę", czy w Polsce też nauczaliście j. angielskiego w szkole?
    Pozdrowienia

  • 20_lat_w_chinach napisał(a) komentarz datowany na 2012/01/05 17:02:26:

    Ano niestety, dzieciaki potrafią i tu wejść na głowę. Ale nie przejmujemy się tym, bo i po co ;) Nie chcą słuchać, ich strata (:D) a nasz zysk, bo mamy chwilę odpoczynku.

    Co do ilości uczniów w klasach, na lekcjach państwowych ich ilość rzadko spada poniżej 46. Za to w trakcie lekcji prywatnych jest ich od 15 do 23. Czy jest różnica w zachowaniu? Niewielka. Na prywatne lekcje przychodzą dzieciaki z bogatszych domów, i niekoniecznie chce im się uczyć ;) Tak jak wszędzie, uczą się ci, którzy chcą.

    Przygotowania do lekcji państwowych są o dziwo prostsze niż do lekcji prywatnych. W tych pierwszych mamy podręcznik, z którego dzieciaki korzystają z chińskim nauczycielem j. angielskiego. Są tam słówka dotyczące jakiegoś zagadnienia i krótkie dialogi. Naszym zadaniem jest uczyć ich mówienia i słuchania (żadnego pisania!, czytanie w niewielkim zakresie), mamy utrwalać materiał z książki i wprowadzać nowe wyrażenia. Ma być dużo chóralnych powtórzeń, ćwiczeń w parach, gier. Oprócz tego uczymy ich wielu piosenek (przed wyjazdem spędziliśmy dużo czasu surfując po necie i ściągając setki MB różnego rodzaju materiałów).

    Nasza szkoła jest dość dobrze wyposażona we wszelkie multimedia. W każdej sali lekcyjnej jest projektor, internet, można korzystać z laptopa (chińscy nauczyciele dostają nawet służbowe laptopy).

    W Polsce oboje uczyliśmy w szkole, ale tylko ja (Julia) angielskiego ;) Tu w Chinach niekonieczne jest doświadczenie w uczeniu tego języka, czy nawet kierunkowe wykształcenie. Tu się liczy głównie wymowa. Możesz być magistrem technologii drewna, ale jeśli masz jakiekolwiek zdolności językowe, możesz tu znaleźć zajęcie (w mniejszych miastach, mniej popularnych, szkoły mniej wybrzydzają i chcą mieć 'białego' za wszelką cenę ;) ).

    PS. Ekhm... Google nic nam nie powiedziały nt. metody "paznokciowej na papugę", (oprócz porad jak obcinać papużkom pazurki). Napisz coś więcej o temacie... ;)

    Pozdrowienia z Xuzhou,
    J&P

  • Gość Mao Tse Tung napisał(a) z *.jfmed.uniba.sk komentarz datowany na 2012/01/05 18:45:36:

    Dlaczego dzieciaki siedzą w kurtkach? Brak ogrzewania?

  • 20_lat_w_chinach napisał(a) komentarz datowany na 2012/01/06 16:30:56:

    To pierwsze, co nas zaniepokoiło: brak grzejników. Z czasem okazało się, że w szkole jednak jakieś są, ale nie dają rady ogrzać tego budynku. Są to grzejniki elektryczne (płaskie szklane ekrany na ścianach niektórych sal) lub klimatyzatory z funkcją ogrzewania, które też nie dają zbytnio rady, głównie z powodu konstrukcji szkoły. Budynek nie ma żadnych drzwi zewnętrznych, są tylko stalowe krato-drzwi zamykane na noc. W ciągu dnia w szkole wieje jak na ulicy, przeciągi są okrutne. Dodatkowo niektóre sale znajdują się w skrzydle budynku, a korytarze tam są na zewnątrz (można powiedzieć, że do klas wchodzi się z balkonu ;) ). Stąd kurtki u dzieciaków i u wszystkich pracowników szkoły. Codziennie rano sprawdzamy temperaturę, żeby wiedzieć, ile warstw ubrań powinniśmy założyć ;).

  • Gość Kosana napisał(a) z *.icpnet.pl komentarz datowany na 2012/01/24 12:59:07:

    Dzieciaki dodają samogłoski po wyrazie kończącym się spółgłoską, gdyż w języku chińskim (putonghua) wszystkie sylaby kończą się samogłoską (poza wygłosami kończącymi się na -n, -ng oraz -r) i bez dłuższych ćwiczeń z reguły nie są w stanie skończyć wyrazu spółgłoską :)

  • Gość azjaodkuchni napisał(a) z *.gamma9.maxonline.com.sg komentarz datowany na 2012/01/26 16:17:05:

    A myślałam, że to okey-a can-a to tylko w Singapurze. Teraz wiem, że nie tylko.

  • Gość lille abe napisał(a) z *.broad.cd.sc.dynamic.163data.com.cn komentarz datowany na 2012/02/22 15:39:42:

    to dodatkowe, irytujące "a" jakie chińskie dzieciaki regularnie popełniają, to już chiński klasyk:) ale są na szczęście metody na jego wyeliminowanie (proste i skuteczne, przy których na dodatek dzieciaki frajdę mieć mogą)
    mogę coś podesłać, jeśli by się ktoś zainteresowany znalazł:)

  • 71anna napisał(a) komentarz datowany na 2014/03/18 10:07:08:

    Klimaty są wielce niepewne, coraz gwałtownie się żyje, natomiast ludzie nie ułatwiają sobie egzystowania, zamiast składać swoje (PITY RODZAJE / DEKLARACJE) w sposób tradycyjny. Istnieją różnorakie bardzodobre(PROGRAM).

  • kuba773 napisał(a) komentarz datowany na 2014/03/18 10:12:07:

    Postarajmy się zrealizować swoje (PITY RODZAJE / DEKLARACJE) przy okienku w UrzędzieSkarbowym. Istnieją wykreowane bardzo akuratne(PROGRAM).

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny



free counters
Free counters






stat4u